poniedziałek, 2 września 2013

Gwiazda

Na niebie błękicie
Pewnego razu zabłyśnie gwiazda
Narodzi się jak nowe życie
Zagra nową melodię na magnetycznej fali
Melodia ta popłynie coraz dalej i dalej
Aż połączy się z innym tonem obcej gwiazdy
I z pojedyńczego tonu powstanie muzyka
Leci ku ziemi, ale jej nie tyka
Gra cały kosmos, wszechświat cały
Lecz tej niebiańskiej melodii
Nie słyszy człowiek mały

Zdarza się, że gwiazda znika
Milknie jej muzyka
Lecz zostaje w pamięci jak kolorowe baśnie
Tak ginie gwiazda, jak życie ludzkie gaśnie
A przed śmiercią potrafi akordem uderzyć
I uda się akordowi światło gwiazdy przeżyć
Przez chwilę, przez sekundę, chwali gwiazdy piękno
Aż zderzy się z innym dżwiękiem przestrzeni
Jak u strzaskanej gitary
Struny umarłej gwiazdy, pękną


Wiersz Elżbiety Chabros




sobota, 31 sierpnia 2013

Tęczowe marzenie




Marzenie - utkane ze wspomnień
Roztrząsane w pamięci
Podsycane wyobraźnią
Rośnie jak bańka mydlana
Z poczatku małe i szare
Potem ogromne i tęczowe
Aż rozpryśnie się o taflę rzeczywistości
Lub trafi na kant świata
I trzaśnie, nie wydając nawet dźwięku
Pozostawi po sobie odpryski piany
I zapach rozczarowania
Po pierwszym doświadczeniu, powinnaś przestać
Lecz nie potrafisz
A może nie chcesz
Są takie kolorowe i piękne
O wiele piękniejsze niż życie
Marzysz, by chociaż jedna bańka
Przetrwała i została z tobą
Lecz ona pęknie w złotym blasku
Lekka i delikatna
I znów rozczarowanie i ból
Prób robisz tysiące
Lecz efekt ten sam
Nie znajdziesz trwałości
Wśród mydlanych pian
Próżne twe wysiłki, próżne twe złudzenia
Tęczowe marzenia przejdą we wspomnienia
I albo z czasem nabiorą mocniejszych kolorów
Albo stracą barwy, kształty danych wzorow
I utkną gdzies w zakamarkach
Twojej wyobraźni


Wiersz Elżbiety Chabros

środa, 28 sierpnia 2013

Promień słońca



Wciąż cicho
Chwilami
Promień słońca zadźwięczy
Gdy dotknie twojej twarzy
I zostawi na niej ciemniejszą smugę
Swojego ciepła
Czasami
Przechodzi przez palce dłoni
Zachowuje ciepło pocałunku
I rozkosz dnia
Czasami
Zatańczy na oprawce okularów
Zaśpiewa dźwięcznym akordem
Odbijając się od twoich oczu
Czasami
Zalśni rubinem na ustach
Napełni barwą brzoskwini policzki
Złotem błyśnie na pierścionkach włosów



Wiersz Elżbiety Chabros

niedziela, 25 sierpnia 2013

Miasteczko Sozopol




Brukowane, wąskie uliczki
Urokliwe jak na obrazku
Kwitnąca juka na centralnym placu
Z pulsującymi studzienkami
Dobiega do ciebie zapach figowych powideł
I świeżych ryb
Zaczepiają straganiarze
Zachęcają do kupna winogron i papryki
Rybacy w porcie suszą sieci
A malarze pokazują swoje talenty
Ślęcząc nad sztalugami
Na ciemnych głazach schną
Poprane dywanowe chodniki
W poprzek ulic, dawnym zwyczajem
Powiewają na sznurach białe prześcieradła
Domki ocierają się jedne o drugie
Oddzielone przesmykiem grubosci człowieka
Drewniane okiennice kołysza się na wietrze
Słychać ludową muzykę
Małe cerkiewki obrośnięte dzikim winem
Zapadły się w ziemię
Schodzisz do nich po drewnianych stopniach
Jak do innego, starego świata
Wewnątrz śledzą cię oczy postaci
Ze średniowiecznych ikon


Wiersz Elżbiety Chabros
Bułgaria, Sozopol, 28 września 1981






sobota, 24 sierpnia 2013

Glarus





Usiądzie gdzieś nad głową
Przekrzywi biały łepek
Sfrunie na piasek plaży
Bez lęku przejdzie przed człowiekiem
Majestatyczny w locie
Płynie na skrzydłach białych
Spokojny na jesieni
Bojowy, gdy ma małe
Wyglądem przypomina mewy
Lecz przybył tu z północy
Nad Czarnym Morzem
Gniazdo uwił, tu się zadomowił
Glarus, jak nazwa kwiatu
Na wiosnę dzikim krzykiem
Swoją obecność wieści światu


Wiersz Elżbiety Chabros
Bułgaria, 28 września 1981

czwartek, 22 sierpnia 2013

Wczasy w górach





Pod koniec sierpnia czerwony fiat
Z wielką paradą pędził w świat
Mijały go drodze pola, zagony
Aż w Zakopanem stanął zmęczony

    Nasze koleżanki na piątki się sprawiły
    Mieszkanie u sympatycznej babci załatwiły
    Łazienka była na miejscu
    Choć local niezbyt bogaty
    Radia brakowało, ale były trzy koty

Dla rozchodzenia z Haliną
Poszłyśmy na Gęsią Szyję
A potem człowiek wiedział
Że ma mięśnie, że żyje

    Przez kilka dni z rzędu
    Słychać Hani jęki
    Które konkurowały
    Z wiadomościami “antenki”

Obowiązkowo co wieczór
Dziennik w Hyrnym leci
Potem Tim Sebastian
Naświetla sytuacje w świecie

    Teresa z głowa w głośniku
    I z palcem w radiowym gniazdku
    Z przejęciem śledziła sytuację w Gdańsku
    W dzień chodząc po szlakach, przez góry i lasy
    Wieczorami miałyśmy polityczne wczasy

Pogoda była piekna i nie bolały już nogi
Trudno było sie zbierać do powrotnej drogi
Z tego też powodu już od pewnej pory
Wieczorami miałyśmy pożegnalne wieczory

    W powrotnej podróży tak się dobrze gwarzyło
    Że na wskażniku prędkości, kilometrów przybyło
    Szczęściem pan milicjant w dobrym był nastawieniu
    I skończyło się tylko na pouczeniu

A po dziesięciu godzinach witały nas bramy Lublina
Teraz przeżyte w górach chwile
Przybliżyć nam potrafi
Wspólne oglądanie zrobionych tam fotografii


Wiersz Elżbiety Chabros
Lublin, sierpień 1980
   
   

niedziela, 18 sierpnia 2013

Echo


 Na poszarpaną grań błękitem
Opada niebo firankami
Drzemie w szczelinach skał ukryte
Echo płochliwe
Ktoś gdzieś zawołał
Kamyk potracił końcem buta
I wnet ożyły puste góry
Za jednym, drugi w dół poleci
Pociągnie inne i już sznurem
Pędzi lawina, dżwięczy, gra
Aż w dnie przepaści rozbije
się
Jak szkło zwierciadła prysła
Kamiennym śrutem legła w gruzy
Pył rozsnuwał
się nad zwaliskiem
Zakrywał wszystko szarym prochem
Aż znieruchomiał kształt lawiny
Lecz echo błądzi, grzmi odbite
Zwielokrotnione skał załomem
I przechowało krzyk lawiny
Jej grzmotu dźwięk i szum kamieni
Jak piorun w klatce uwięziony
Co wyjścia szuka, tłukąc w ściany
Tak ono dudni, wciąż odbite
Od głębi pieczar nieprzebytych
Aż przyduszone chmur zasłoną
Umilknie wreszcie zmęczone
Jak lew zdrzemnie
się, żeby znowu
Zbudzone nieostrożnym krzykiem
Przestraszyć głosem spotężniałym
Wzmocnione, skalnym żyć odbiciem
Lawina życie mu dodaje
Piorun go syci swoim gromem
Imiona dają zakochani
Echo zachowa wszystko w sobie
Jak pamięć gór zaklęta w kamień
Echo odpowie na pytanie
Przetworzy dźwięki, prześle słowa
Stary przyjaciel, dusza gór
Co postumenty skał ożywia
Bije jak serce, żyje, dudni
Wśród grani, hal i dzikich turni
        


Wiersz Elżbiety Chabros
Zakopane 1979