środa, 18 czerwca 2014

W Tobie ufność moja...


O Boże, w Tobie ufność moja
By w świata tłumie, w niepewności
Nade mną ręka była Twoja
Ty zawsze drogę wskazać umiesz
Gdy w duszę wkradnie się zwątpienie
Kiedy złe myśli mnie otoczą
Daj znak od siebie, Wielki Boże
Niechaj me oczy go zobaczą
Czuwaj nade mną, Boże Ojcze
Jak rodzic dobry sprzyjaj czasem
I w każdej mego życia dobie
Me serce będzie Cię przyzywać
Cześć i chwała Tobie Panie
Ja chcę by cześć Twa nieustanna
Wśród ludzi rosła i szła wszędzie
By cały świat śpiewał hosanna








sobota, 14 czerwca 2014

Świt w polu


Już świt swym blaskiem zaróżowił
Jasnobłękitny nieba szmat
Gdy otworzyłeś swoje oczy
Z ufnością patrząc na ten świat
Bo tyle przecież się zmieniło
Gdyś ty w słomianym spał namiocie
Przed twym zaśnięciem
Świat stał w czerni
A teraz cały zalśnil w złocie
Złote sa kłosy, co w ukłonach
Ślą w twoją stronę ciepły blask
Motyle złote iskry niosą
Złote dziewczyny maja włosy
I tak pachnące polem, rosą




środa, 11 czerwca 2014

Mała mrówka


Mała mrówka, co biegnie
Jak nakręcona dziecięca zabawka
Ciągle zapracowana
Nie ma czasu na oddech
Wciąż gdzieś pędzi zabiegana
Sznureczkiem za nią jej siostry
Ida gęsiego, jedna za drugą
Płyną brązową, żywą strugą
Idą jak wojsko, które musztrę
Miało dobrze wyćwiczoną
Mrówkom nie straszny upał ani deszcze
One pracują wciąż, jeszcze i jeszcze
Zapobiegliwie gromadzą zapasy
Na chłodne, jesienne i zimowe czasy



niedziela, 8 czerwca 2014

Deszczowe lato


W mokrym asfalcie wszystko odbite jak w lustrze
Deszcz bębni po rynnach, po rynsztokach pluszcze
Ołowiane niebo zasnute chmurami
Jak napęczniała gąbka zawisło nad nami
Deszcz strumieniami po szybach tnie
Czyżby to było lato? - chyba nie




środa, 4 czerwca 2014

Lato pod parasolem


Czerwiec, pierwszy miesiąc lata
Zamiast słońcem przygrzewać, głupie figle płata
Słupek rtęci posuwa się w góre niemrawo
A przecież na wakacjach miało być klawo

Koszulki gimnastyczne, jak też krótkie spodnie
Leżą nieużywane na walizki dnie
Ciągle w tych swetrach i gumowcach
Trudno wyglądać na sportowca
Nie wyjdziesz nigdzie bez parasola
Oj, zapłakana nasza dola

Z drzew ci za kołnierz woda spływa
Zmoknięty ptak też nie zaśpiewa
I nie położysz koca w lesie
Bo reumatyzm ci przyniesie

Jeszcze miesiąc, dwa, przed nami
Z urlopowymi marzeniami
Jednak prognozy nie najlepsze
Bo przewidują polarno-morskie powietrze
I znów opady i zamglenia
Od wielu lat to się nie zmienia

sobota, 31 maja 2014

Iskierki życzliwości


W szarości dnia codziennego
Jestem jak motyl utkany z tęczy
Któremu skrzydła opadły
I fruwanie go męczy

Jestem jak ślimak zamknięty
We własnej skorupie
Którego nic nie obchodzi
Wszystko wydaje się głupie

Moje kłopoty – największe
Moje choroby – najcięższe
I myślę w złości
O niesprawiedliwości

A przecież słowo „dzień dobry”
„proszę” i „dziękuję”
Jak klucz otwiera serca ludzi
I prawie nic nie kosztuje

Iskierki życzliwości
Uśmiechem podsycane
Zapalają ogniki radości
W oczach napotkanych

Dotykają się ręce
W geście powitania
Słowa otuchy zmuszają
Upadłych do powstania




wtorek, 27 maja 2014

Górskie wędrówki



Pójdziemy do Murowańca
Przez Stępniów, Upłaz, Magurę
Choć czasem braknie oddechu
Jak mrówki pniemy się w górę

Wrócimy przez Jaworzynkę
Lecz nie popędzaj mnie czasem
Zaczekaj, odpocznę chwilę
Widokiem oczy napasę

Pod powiekami skryję
Tatry w technikolorze
Po latach wierna pamięć
Otworzyć obraz pomoże

A jeśli pamięć zawiedzie
Sięgniemy do fotografii
Wspomnimy tamte chwile
Przeżycia zaklęte w papier

W tafli Morskiego Oka
Odbite góry jak w lustrze
A po kamiennych schodach
Woda spadając pluszcze

Szum limby w uszy ci wchodzi
Kosówka zapachem w nos bije
Na tle granitowych powodzi
Tak mocno czuję, ze żyję

Po stokach wiją się szlaki
Kozica zastąpi drogę
Czasem usłyszysz świstaka
Przed Szpiglasowym progiem

Siklawa skacząc z wysoka
Mgłą wodną osiada na twarzy
Z zachwytem oglądasz to wszystko
O czym mogłeś pomarzyć

Czarny Staw ciągnie jak magnez
Kościelec potęgą kusi
Kto raz jeden góry zobaczył

Ten ciągle wracać musi

W obliczu skał i przyrody
Człowiek jest taki mały
Nie liczą sie stanowiska
Medale też nic nie dały

Mit o wielkości pryska
Tu ważne są dobre buty
Otwarte oczy i uszy
By piękno, co jest w około
Mogło odbić się w duszy

Patrząc na Tatr panoramę
Wzruszenie łzą kręci się w oku
Przecież góry te same
Bedą czekały co roku