Jak światło słońca,
które o poranku Przebija ciemne mroki
nocy Swym blaskiem otrzymanym z góry Tak modlitwa moja wznosi się Do Ciebie
Panie, z żarliwoscią
wielką Jak ptak
wzbija się ponad chmury Z pokorą cichą o
ratunek prosi
Jak dziecko małe, co
wyciąga rączki Z
ufnością czeka od ojca pociechy Wierząc, że znajdziesz na wszystko lekarstwo Ukoisz smutek i
wybaczysz grzechy
Łzy żalu
otrzesz z zapłakanej twarzy Czule
pogładzisz obolałą
głowę I
uspokoisz serce pełne trwogi Pocieszysz
dobrym, czułym słowem Na
dalsze życie dasz mi siły
nowe
Zamglone kontury kamieniczek Wyłaniają się z popołudniowej ciszy Jakiś spokój napełnia mnie i rozrzewnia Marszczy się woda w Wiśle Światła mostu odbijają sie jak lampiony A zarys pałacu kultury Majaczy jak morska latarnia Dziwnie tęsknię do warszawskich zaułków I starych uliczek Chodzę po mokrych chodnikach Deszcz bębni po parasolu Dzień się przesila i zapada wieczór I zapalają się kolorowe neony Rozrywając ciemności Delikatnie łopocą flagi Przed grobem nieznanego żołnierza Złote ogniki pełzaja po ostrzach bagnetów Stojących wartowników
Miłość - puste słowa Puste gesty naszych rąk Błądzących po twarzy I usta szukające twoich ust
Miłość - wieczna zabawa Jest płytka jak złudzenie Jak oaza zrodzona w fatamorganie Rozwiewa się, gdy trzeźwiej spojrzeć
Miłość mała - która boi się burzy I rozpada się jak fala uderzona o brzeg
Cieplarniana miłość, ludziom nie służy Bo w codziennym życiu topi się jak śnieg
Miłość dziecinna i głupia Dowodów żąda i poświęceń Jest samolubna i ponura A kiedy kłopot przyjdzie jaki Zwija manele, daje nura
Miłość wiosenna - krótkotrwała Zrodzona w maju, w blasku gwiazd Która jak piękny sen przeminie Gdy wstanie brzask
Więc po co kochać, serce dręczyć Po nocach męczyć sie i drżeć I po co wierzyć w puste słowa? Wiec odrzuć miłość, wypędż precz
Lecz serce tego nie posłucha Chociaż perswazja jasna, krótka Bo serce jest nią zamroczone Jak młodym winem To nic, ze pusta jest ta miłość Że bajką może - świat uczucia Że wszystko minie, straci barwy Lecz bez miłości, co za życie Choć czasem gorzkie łzy popłyną A serce przejmie dreszcz rozpaczy Pod innym kątem ją zobaczysz Kiedy już śnieg przyprószy włosy Szronem siwizny zaznaczy czas Dawnej miłości słyszysz głosy Jak coraz głośniej grają w nas I tamta głupia, śmieszna miłość Wydać sie może tą jedyną Naprawdę piekną i goracą Która widocznie taką była A dziś po latach z nas zadrwiła Więc żałujemy, że minęła Żeśmy ją odpędzili sami I zadręczamy się myślami