środa, 18 września 2013

Barwy pór roku



Lecą liście złociste, wirują w przestworzu
Lśnią jak gwiazdy na niebie o wieczornej zorzy
Jedne ciężkie, brązowe, szybko mkną ku ziemi
Inne lekkie, złotawe, wirują w przestrzeni
I ścielą sie jak barwny, kolorowy dywan
I znów sie wznoszą w górę, gdy wiatr je podrywa
Złotawo-czerwonawa liściasta kurzawa
Jak mgła kolorowa na ulicę spada
Pokrywa scieżki, klomby i ogrody
A wszystko drży i tańczy jak symbol swobody

Lecą palczaste liście starego kasztana
Lecą postrzępione jarzebiny liście
A na drzewach zostają koralowe kiście
Czasem czerwone kulki opadłe na chodnik
Jak czerwone kwiaty mienią sie w kwietniku
Czasem kasztan zalśnił w słońcu
Brązem swego brzuszka
Uśmiechały się do niego pachnące jabłuszka
Zielone pozostają tylko igły sosny
Tylko one w swej barwie przetrwają do wiosny
Aby nie znikła zieleń w jesiennej powodzi
Brązu, złota, czerwieni
W zimie wszystko się zmieni
Zieleń przetrwa tę burzę tysiąca kolorów
Pozostanie na śniegu, na puchowej bieli
Jedna barwa zimy i zapowiedż wiosny
Gdy zieleń pod różnymi postaciami stanie
Gdy trawą się zazieleni, i drzewa i krzewy
Aż znów się rozszaleje barw wiosennych tęczą
Kwiaty wiśni, jabłoni co tak oczy nęcą

Tęcza kolory zmienia i w miesiącach słońca
Przygasza sie, przykrywa jak złota opończa
Aż z jesienią, jak malarz farby na palecie
Przykrywa ciemniejszymi tonami, jak w lecie
Jesień - mistrz wciąż złota, purpury dolewa
Aż buchnie z palety kolorów ulewa
I wyleje się z płótna, ze sztalug popłynie
I cały świat zatopi w barw cieplych krainie


Wiersz Elżbiety Chabros

niedziela, 15 września 2013

Wspomnienia z Sozopola





Z cichym szelestem drobna fala
Strzępi na brzegu białą pianę
Piasek z muszelek pokruszonych
Błyszczy tęczowo załamany
Na cyplu domki-krasoludki
Drzemią w przysiadzie przytulone
Czerwone dachy jednakowe
Patrzą tak samo w morza stronę

Na horyzoncie mały statek
Przyciąga oczy białą plamą
Mewy się ciągną za nim smugą
Kuszone pewnie świeżą rybą
Miesza się polska, znana mowa
Z trzepotem skrzydeł i mew krzykiem
Żeby nie skał obcych krajobraz
Czuł byś sie tak, jak nad Bałtykiem

Bułgaria lato ci przedłuża
Gorąco, chociaż września pora
Jak kolorowe suchorośla
Wieziesz wrażenia z Sozopola


Wiersz Elżbiety Chabros
Bułgaria, Sozopol, 27 września 1981

sobota, 14 września 2013

Bułgarski czterotakt



Słońce - złote krople co oblewają
Ciekłym miodem twoje ciało
I staje się złocisto-oliwkowe
A potem brązowieje jak dojrzewający kasztan

Woda - przeżroczysta na kilka metrów
Ukazująca zakamarki kamienistego dna
Łagodnie falująca i rozdzierająca
Na strzępy białą pianę

Piasek - przemielone wodą i wiatrem
Miliony muszelkowych istnień
Przy brzegu ostry i kańciasty
Dalej drobniejszy i starty na pył

Wiatr - muzyka wieczoru, grająca
Odgłosem fal, szumem gałęzi
Echem cykających świerszczy
Cichym trelem ptaków


Wiersz Elżbiety Chabros
Bułgaria, 27 września 1981

środa, 11 września 2013

Morze Czarne



Na skały wdziera się przemocą
Podnosząc grożnie białą grzywę
Ryczy złowrogo, hukiem straszy
Pianą pokrywa ostre głazy

Z gniewem się rzuca w białą kipiel
Co się odsłania, gdy odchodzi
Mokrymi śladami znaczy drogę
Kiedy powraca

Wypluwa ciemne wodorosty
Na brzeg piaszczysty, czarne morze
Białe glarusy tną horyzont
W poślizgu wody dotykają

Z łopotem skrzydeł wzlecą w niebo
Są też przyczyną silnych wrażeń
Robią konkurencje mewom
Swym krzykiem napełniają plaże


Wiersz Elżbiety Chabros
Bułgaria, 26 września 1981

niedziela, 8 września 2013

Babie lato



Snuje się nić babiego lata
Ponad polami wiatr ją niesie
Oplącze ścięte kłosy żyta
Zawiśnie na gałązkach w lesie

Na cienkiej kanwie pajęczyny
Rosa kropelki ponaszywa
Słońce w kolory je ubierze
Na wietrze drga jak istota żywa


Wiersz Elżbiety Chabros






piątek, 6 września 2013

Droga na Tarnicę



Modrzewiowe gałęzie
Zielonymi firankami
Nad ścieżki opadają
A gdy czasem się zdarzy
Że dotkną policzka
Czujesz chłodny aksamit na twarzy
Krzaki jagodowe zastępują ci drogę
Do rąk grona owoców się pchają
Żal z jagodziska odchodzić
Nawet w nocy ci zasnąć nie dają
Przez połonin obszary
Biegną do ciebie czary
I na falach traw cię unoszą
Płyniesz morzem zielonym
Ptasim głosem wiedziony
Radość w krtani wzruszeniem ściska
Ciagle naprzód i dalej
Coraz piękniej, wspanialej
Aż dopłyniesz do swego schroniska


Wiersz Elżbiety Chabros
Wetlina, 7 lipca 1982

środa, 4 września 2013

Chatka Puchatka

                


 Na Przełęczy Wetlińskiej
Stoi chatka maleńka
Wśród ciszy bieszczadzkich połonin
Tętniąca życiem kropelka

Deszcze ją omijają
Nawet burze czasem oszczędzą
Otulona chmur białych opończą
Jak rozsnutą z owieczek przędzą

Zawieszona między niebem a ziemią
Przycupnięta na ostrej grani
Jest spełnieniem marzeń “wielbładów”
O spokojnej, cichej przystani

W dole światła Wetliny
Jak błędne ogniki zapalaja się i gasną
W górze na niebiańskich łąkach
Srebrnych gwiazd, stada się pasą

Ksieżyc jak stary baca
Na Przełęczy Orłowicza siada
Ogromny, pyzaty z dumą
Dogląda świetlistego stada

Czerwienią swojej tarczy
Rozmywa kolory nieba
Odcieni daje tak wiele
Że pędzla artysty trzeba

Jeszcze z dala słychać rżenie Erata
Kogut w stajence zapieje
Woda po kamykach bulgoce
Pozornie nic się nie dzieje

Zmęczona dziennym trudem
Szumem traw kołysana
Zasypia Chatka Puchatka
By zbudzić się jutro z rana


Wiersz Elżbiety Chabros
Wetlina, 18 lipca 1982